ŚWIADECTWA

Mów moimi ustami...

 

Świadectwo Kasi 2

Po rekolekcjach „Puste ręce - ku Miłości Miłosiernej stopień pierwszy" (marzec 2010, Błotnica)

Bóg jest zaskakujący!
Co mnie skłoniło, by pojechać właśnie na takie rekolekcje?
Szczerze mówiąc, wiedziałam o nich tylko tyle, co przeczytałam w ogłoszeniu. W informacji o rekolekcjach zatrzymały mnie mocno słowa „puste ręce".
Na zdrowy rozsądek, szaleństwem było jechać przez pół Polski, by przez 3 dni być na rekolekcjach. Nie zraziło mnie to jednak, a w sercu ciągle kołatało się przekonanie by pojechać wbrew logice.

Moje życie było przez ostatnie miesiące przesiąknięte doświadczeniem jak wiele spraw, relacji, wydarzeń mnie przygniata, zaśmieca. Czułam wręcz niesmak do siebie za to, że tak bardzo pragnąc Życia, Miłości czerpię je z rzeczy, osób które mi ich dać nie mogą. Wielokrotnie prosiłam Boga by pomógł mi puścić to wszystko, że nie chcę już karmić się namiastkami. Patrzyłam na moje dłonie- fizycznie były puste, a tak naprawdę pełne moich planów, pragnień, tęsknot, których nie potrafiłam zostawić. Bez nich niejako nie istniałam, miałam wrażenie że tylko ich nasycenie da mi życie, szczęście.

Pomyślałam sobie wtedy, że może te rekolekcje pomogą mi puścić to co przeszkadza i zobaczyć co Bóg chce ode mnie. Taki miałam podświadomie plan.
Chciałam by poukładało się we mnie.
A tu klops J
Pan Bóg bardzo mocno ale delikatnie pokazał mi prawdę o mnie, o relacjach, życiu.
Pokazał, prawdę i mocno we mnie zamieszał. Zobaczyłam ile we mnie jest „nie-mnie" tylko mojego fałszywego ja. Zobaczyłam, że to z czym jechałam do Błotnicy, a co mi żyć nie dawało, było tylko czubkiem góry lodowej, którą noszę - trzymam w rękach. Nie pozostało mi wtedy nic innego jak wołać, by Bóg garściami wybierał ze mnie to wszystko.
Nie wyjechałam wolna od śmieci, nie puściłam tego co w rękach miałam, choć w pewnym sensie puściłam, bo zeszło ze mnie napięcie że to ma się stać tu i teraz bo ja już nie wytrzymam. Zaczęłam uczyć się miłości nie na moich warunkach!!!

Wszystko, co słyszałam podczas rekolekcji, stawało się niejako uzupełnieniem tych porozrzucanych puzzli, które wcześniej w moim życiu do niczego nie pasowały. I co jest cudowne, że Duch św. naprawdę nas prowadzi, zwłaszcza wtedy gdy nam się wydaje że błąkamy się bez sensu, że zataczamy koło. Tylko to widać dopiero po czasie...

Miłość Miłosierna to w moim życiu piękny prezent od Boga. To nie tylko sposób modlitwy, ale sposób życia, pracy, przeżywania relacji. I w dodatku Miłość, która kieruje ku ludziom, a nie ku sobie, by być bardziej doskonałym, lepszym. Dla mnie to na teraz jak łapanie oddechu...więc trzymam się tego, że Bóg sam wie co dla mnie najlepsze i chcę trwać w Jego obecności, a nie wypadać wciąż z siebie...chcę żyć a nie wciąż zagłuszać siebie, kochać, a nie tracić czas na karmienie się iluzjami miłości.

Na koniec jeszcze jedno pozytywne zaskoczenie tego czasu. Ludzie, którzy zostali mi podarowani. Po raz pierwszy doświadczyłam, że kościół nie jest tylko żeńsko- katolicki. Jak dobrze było widzieć tych wszystkich mężczyzn, małżonków chcących pielęgnować relację z Jezusem!!

Kasia

Pn 2010-04-26

Fundacja

Fundacja TheosisJeśli chcesz, możesz wesprzeć materialnie nasze działania. Aby dowiedzieć się więcej zajrzyj na stronę Fundacji Theosis - www.fundacjatheosis.pl.

Newsletter

Jeżeli chcesz dostawać od nas wiadomości i zaproszenia zamów newsletter.
captcha 
Regulamin

Przyjaciele Miłości Miłosiernej
Fundacja Theosis
2017